Paleta składa się z czterech odcieni: czarny ze złotym shimmerem, przygaszony, połyskujący granat i fiolet oraz szampańsko-waniliowe, blade złoto. Ręce mi opadły kiedy pierwszy raz zeswatchowałam cienie - kolory były mało intensywne, wręcz przezroczyste. Delikatnie zeskrobałam nadruki z cieni, ponowiłam próbę i na całe szczęście okazało się, że cienie nadadzą się do czegokolwiek poza patrzeniem na nie...
Tak wygląda paleta po tuningu:
| Catrice Welcome To Las Vegas Absolute Eye Colour C01 Curtain Up! |
Polecam nakładać cienie tylko i wyłącznie pędzelkiem, gąbkowe aplikatory czy palce zjadają całą pigmentację, która i tak idealna nie jest. Cienie troszkę się osypują, baza jest absolutnie konieczna. Łatwo się rozcierają. Najlepiej wypada czerń z drobinkami, fiolet i granat trochę słabiej, ale jak najbardziej da się nimi wykonać przyzwoity mejkap, jasny cień jest idealny do rozświetlania lub na całą powiekę.
Paleta moim zdaniem nie jest warta swojej ceny, za 20 zł można kupić coś lepszego, ale ten czarny cień zauroczył mnie na tyle, że cieszę się, że ją mam :-)
Swatche na bazie Hean: