sobota, 17 listopada 2012

Golden Rose Jolly Jewels 110.


Golden Rose Jolly Jewels 110




Lakier na dziś to Golden Rose nr 110 z najnowszej kolekcji Jolly Jewels - mleczna baza z czarnymi piegami i czerwonymi, błyszczącymi sześciokątami. Jedną warstwę JJ położyłam na jedną warstwę My Secret French Manicure 01 a na to wszystko warstwę Kiko Gel Look Top Coat. Nie sprawdzałam czasu schnięcia, bo czas mnie naglił i użyłam wysuszacza. :-)




Golden Rose Jolly Jewels 110



Golden Rose Jolly Jewels 110



Golden Rose Jolly Jewels 110

wtorek, 13 listopada 2012

Czerwień, fiolet i koraliki.


Manhattan Lotus Effect 45P + Shaka 640 Purple Music




Na paznokciach Manhattan Lotus Effect 45P a na serdecznych Shaka 640 Purple Music i koraliki przyklejone bezbarwnym lakierem, trochę krzywo, ale i tak podoba mi się bardzo :-P




Manhattan Lotus Effect 45P + Shaka 640 Purple Music



Manhattan Lotus Effect 45P + Shaka 640 Purple Music



Manhattan Lotus Effect 45P + Shaka 640 Purple Music


środa, 7 listopada 2012

Księżniczka Celestia i Czarny Książę.


Candy Lacquer Princess Celestia + Black Prince 53




Gwiazdki, serduszka, różnokształtny brokat, hologram i opalizacja, czyli jedna warstwa niesamowitego Candy Lacquer Princess Celestia na trzech warstwach neonu Black Prince 53.
Lakiery Candy Lacquer dostaniecie tutaj http://candylacquer.bigcartel.com/. Restock już dziś! :-)




Candy Lacquer Princess Celestia + Black Prince 53



Candy Lacquer Princess Celestia + Black Prince 53



Candy Lacquer Princess Celestia + Black Prince 53



Candy Lacquer Princess Celestia + Black Prince 53



Candy Lacquer Princess Celestia + Black Prince 53

czwartek, 1 listopada 2012

Opi Skyfall 007 Die Another Day.


Opi Die Another Day




Wspominałam Wam, że moja skóra niezbyt dobrze czuje się w ciepłych kolorach i z tego powodu czerwień nieczęsto ozdabia moje pazurki. Pomyślałam sobie więc, że skoro rzadko noszę ten kolor, to musi on być całkowicie zapierający dech w piersiach (taaaa, jassneeee, każda wymówka jest dobra, żeby dorwać nowy lakier, przecież już mam zapierającą dech w piersiach czerwień - Kleancolor Bite Me ) Lakier Opi Die Another Day pochodzi z kolekcji Skyfall 007 powstałej z okazji pięćdziesięciolecia przygód agenta Jamesa Bonda i oczarował mnie totalnie, jest to prześliczna czerwień, mocno pomarańczowa, z drobniutkim shimmerem nadającym jej fantastyczną, wielowymiarową głębię. Naprawdę boski odcień. Lakier bardzo przyjemnie się aplikował, trzeba tylko uważnie prowadzić pędzel, żeby nie narobić krzywizn, bo będą widoczne (podobno ślady pędzla nieco niweluje użycie topcoatu, ale nie sprawdzałam tego, bo nie czuję potrzeby stosowania takiegoż zabiegu na superlśniący lakier). Bardzo szybko wysechł, na zdjęciach dwie warstwy. Dziękuję za uwagę, idę wgapiać się w moje pazurki :-P




Opi Die Another Day



Opi Die Another Day



Opi Die Another Day




Opi Die Another Day




Opi Die Another Day



poniedziałek, 29 października 2012

Wibo Glamour Nails nr 2.


Wibo Glamour Nails 2




Lakier który dziś Wam pokażę pochodzi z najnowszej kolekcji Glamour Nails naszej rodzimej marki Wibo. Ma numer 2  i bardzo interesujący kolor, ponieważ w butelce wyglądał na ciemny beż ze złotymi glassfleckami a po pomalowaniu pazurków okazało się, że jest to bardzy ciemny beż z odrobiną taupe, mam wrażenie, że momentami widzę w nim też dosłownie cień mocno zgniłej zieleni, albo to złote glassflecki dają takie optyczne złudzenie ;-)  Glassflecków jest bardzo dużo, część z nich opalizuje na miedziano-zielono, ale nie udało mi się tego uchwycić na zdjęciach. Lakier jest średnio gęsty, dobrze się nim maluje, szybko wysechł, końcówki zaczęły się przecierać pod koniec trzeciego dnia od aplikacji, na fotach dwie warstwy. A parę postów temu marudziłam, że drogeryjne lakiery już mnie nie podniecają!




Wibo Glamour Nails 2



Wibo Glamour Nails 2



Wibo Glamour Nails 2



Wibo Glamour Nails 2

piątek, 26 października 2012

Essence & Catrice, rozświetlacz & róż.



Dziś upiekę dwie pieczenie przy jednym ogniu, ponieważ limitowanki Essence Wild Craft i Catrice Hollywood's Fabulous 40ties pojawiły się kilkanaście dni temu i zapewne każda z Was już ma z nich co chciała, ale być może są jeszcze zastanawiające się nad zakupem rozświetlacza Essence lub różu Catrice i mam nadzieję, że ten post rozwieje Wasze wątpliwości :-)

Odkąd lakieromaniactwo moje zatacza coraz szersze (droższe) kręgi, to limitowanki Essence i Catrice nie ekscytują mnie tak bardzo, owszem, z zainteresowaniem śledzę zapowiedzi, pierwsze swatche, itp., ale już bez takiego ciśnienia jak kiedyś. Z tymi dwiema kolekcjami było podobnie - miałam w planach zbadanie lakierów i tyle. Plany poszły się grzać, kiedy to po wejściu do Natury ujrzałam nowiutkie, świeżutkie, jeszcze dziewicze Wild Craft i Hollywood's Fabulous 40ties.

Rozświetlacz Essence Wild Craft 01 Let's Get Wild wzięłam zupełnie w ciemno, ponieważ na standzie nie było testera. Wydawał mi się jasny, chłodny, bez wielgachnych drobin, więc zaryzykowałam i ryzyko to opłaciło się - rozświetlacz ma zimny, srebrzysty kolor, nawet niewielka ilość daje wyraźny efekt a drobinki są mikroskopijne i widoczne tylko na obrzeżach obszaru nałożonego kosmetyku. Puder jest bardzo miękki, dosyć mocno pyli przy nabieraniu go na pędzel, do aplikacji polecam raczej miękkie i delikatne pędzle. Nie włazi w pory. Dosyś szybko znika, ale równomiernie i nie całkowicie, po ok 9 godzinach na twarzy nadal był delikatnie widoczny.




Essence Wild Craft 01 Let's Get Wild




Essence Wild Craft 01 Let's Get Wild




Essence Wild Craft 01 Let's Get Wild




Essence Wild Craft 01 Let's Get Wild




Essence Wild Craft 01 Let's Get Wild





Róż Catrice Hollywood's Fabulous 40ties C01 Gone With The Wind ma takie samo opokawanie jak C01 Colour Bomb z kolekcji Revoltaire, więc sądziłam, że jeden od drugiego różni się tylko wyglądem. Róż Revoltaire nie powalił mnie na kolana, bo jest niezbyt mocno napigmentowany, jest bardzo twardy, żeby go zaaplikować trzeba się trochę nawywijać pędzlem i ma drobinki. Przy różu C01 Gone With The Wind tester był i pomacawszy go sobie stwierdziłam, że nie ma drobinek! Jest zupełnie bezdrobinkowy! O! A na dodatek ma bardzo ładny odcień nieco stłumionego różu! Po chwili rozmyślania czy naprawdę potrzebny jest mi dwudziesty drugi róż doszłam do wniosku, że tak - jest mi potrzebny i ta decyzja też okazała się słuszna, bo róż wyglada na policzkach bardzo naturalnie, dobrze się aplikuje i rozciera, jest średnio twardy, pyli minimalnie i po 11 godzinach nadal był widoczny na twarzy, zbladł co prawda, ale równomiernie i bez plam. Na zdjęciach kolor różu w opkowaniu jest inny niż na swatchach, ponieważ zdjęcia robiłam w różnych dniach a wiecie jak kiepskie i kapryśne jest światło o tej porze roku, najlepiej sprawdzić kolor testerem.



Catrice Hollywood's Fabulous 40ties C01 Gone With The Wind
Catrice Revoltaire C01 Colour Bomb



Catrice Hollywood's Fabulous 40ties C01 Gone With The Wind



Catrice Hollywood's Fabulous 40ties C01 Gone With The Wind



Catrice Hollywood's Fabulous 40ties C01 Gone With The Wind



Catrice Hollywood's Fabulous 40ties C01 Gone With The Wind



Catrice Hollywood's Fabulous 40ties C01 Gone With The Wind




Podsumowując: zakupy te były spontaniczne, ale bardzo udane, jestem naprawdę zadowolona z pokazanych kosmetyków, jeśli jeszcze ich nie macie biegnijcie na polowanie! :-)