poniedziałek, 12 września 2011

Catrice Out Of Space

Catrice Out Of Space C02 Houston's Favourite
C02 Back To Pandora
 C05 Venus vs Mars


Juupiiiiiiiiiii !!! Wreszcie i ja mam mazidełka z limitowanki Catrice Out Of Space! :-DDD Z powodu wakacji miałam przymusowy odwyk od Essence i Catrice. W zeszły weekend rozpoczęłam nowy rok akademicki i pierwsze kroki skierowałam nie na uczelnię tylko do Natury a właściwie pędziłam tam jak chart, bo za każdym razem kiedy oglądałam na Waszych blogach tą limitowankę zżerało mnie pragnienie posiadania tychże śliczności, głównie z tego względu, że ostatnio mam jazdę na kolor granatowy a w Out Of Space całkiem sporo jest tego granaciku. Na szczęście udało mi się dorwać kosmetyki na których zależało mi najbardziej czyli żelowy liner w boskim, granatowym (właściwie to błękit paryski w moim postrzeganiu kolorów ;-) ) kolorze C02 Houston's Favourite i pojedyncze cienie w kolorach C02 Back To Pandora i C05 Venus vs Mars.
Na pierwszy ogień testów poszedł żelowy liner i oto co mam do powiedzenia na jego temat: kolor, jak już wspomniałam, jest totalnie, absolutnie prześliczny, z niebieskimi drobinkami. Konsystencja - dziwna - twardawa, nieco sucha, podczas aplikacji staje się bardziej kremowa, ale niestety tworzą się takie malutkie grudki, które dodatkowo trzeba rozcierać. Skupienie i uwaga podczas makijażu - konieczne. Pigmentacja średnia, jak widzicie na swatchach po lewej stronie kreska namalowana jednym pociagnięciem pędzla, po prawej namalowana dwukrotnie. Schnięcie i trwałość ok, bezproblemowe zmywanie.


Catrice Out Of Space C02 Houston's Favourite


Catrice Out Of Space C02 Houston's Favourite

Cieni na oku jeszcze nie miałam, testy na dłoni jednak nie były zbyt obiecujące - cienie są bardzo suche, delikatne, słabiuśko napigmentowane. Baza pod cienie trochę pomogła, ale nie tak bardzo jakbym sobie tego życzyła. Mam nadzieję, że znajdę sposób, żeby wyglądały na oku w miarę przyzwoicie, bo szkoda, aby marnowały się tak cudniaste kolorki - granat z masą srebrnych drobinek czyli C02 Back To Pandora i stalowo-niebieski, taki dżinsowy z niebieskimi i złotymi drobinkami czyli C05 Venus vs Mars.


Catrice Out Of Space
C02 Back To Pandora
 C05 Venus vs Mars


Catrice Out Of Space C02 Back To Pandora


Catrice Out Of Space C02 Back To Pandora


Catrice Out Of Space C05 Venus vs Mars

Catrice Out Of Space C05 Venus vs Mars

Deborah, Maxi Terra Bronze Attraction nr 3

O tym, że lepiej jest wrogiem dobrego producenci Maxi Terry najwyraźniej zapomnieli ... Wersja pudru, którą dziś Wam przedstawię to wersja z roku 2011. Nieco zmieniona, ulepszona. Nowa MT różni się od starej (opisanej tutaj ) przede wszystkim opakowaniem, pudełeczko jest mniejsze, ale wyższe, w troszkę innym kolorze i nie ma tego zagłębienia, które nadawało mu tak piekną linię. Sam puder wzbogacony został o część rozświetlającą, na szczęście niezbyt dużą i niewiele różniącą się od reszty pudru. Panicznie bałam się jakiegoś brokatu czy czegoś w tym stylu, co zepsułoby ten fantastyczny, satynowy efekt jaki daje puderek, ale po kilkukrotnym użyciu odetchnęłam z ulgą, bo nie zamieniłam się w bombeczkę z choinki a to dlatego, że część rozświetlająca na skórze wygląda tak jak widzicie na swatchach. Po wymieszaniu obydwu kolorów pędzlem i aplikacji na ciało gnieniegdzie tylko zabłyśnie maleńka iskierka rozświetlająca i to raczej w ostrym słońcu, świetle. Absolutnie nie zmienia to wykończenia pudru. Nie wiem po co były te kombinacje z częścią rozświetlająca i opakowaniem, ale wszelkie inne właściwości pudru pozostały niezmienione, więc zamykam dziób i cieszę się zapasem mojego  najukochańszego bronzera pod słońcem  :-).



Deborah Maxi Terra Bronze Attraction nr 3



Deborah Maxi Terra Bronze Attraction nr 3


Deborah Maxi Terra Bronze Attraction nr 3



Deborah Maxi Terra Bronze Attraction nr 3
Deborah Maxi Terra Bronze Attraction nr 3


Deborah Maxi Terra Bronze Attraction nr 3



Deborah Maxi Terra Bronze Attraction nr 3


Deborah Maxi Terra Bronze Attraction nr 3

niedziela, 4 września 2011

Deborah: Maxi Terra vs Terra Luminature

Jako że moja ukochana Maxi Terra pokazuje już dno, tak trzeba było znaleźć godne jej zastępstwo.
Puder brązujący Deborah Maxi Terra Bronze Attraction to już obiekt kultu, głównie ze względu na kolor, który rzesze fanek określają jako "herbatnikowy". Na all licytacje używanych pudrów przekraczały 70 zł, podczas gdy we Włoszech (Deborah jest włoską marką) nowy puder kosztuje 10-12 euro...  Natomiast dla mnie ten bronzer jest kultowy ze względów następujących w kolejności od najważniejszego:
- niesamowicie trwały - wytrzymuje kilkanaście godzin, pod koniec dnia odrobinkę, delikatnie, równomiernie blednie nie robiąc wytartych placków. Jakby wsiąka w skórę i bardzo znikomie brudzi ubrania - jasne fatałaszki po tych kilkunastu godzinach ocierania się o upudrowane ciało są ledwo muśnięte pudrem, nie tak jak przy większości broznerów, że po godzinie ciuch nadaje się do prania z namaczaniem
- nienachalny połysk - puder nie jest typowo matowy i nie ma w sobie drobinek, brokatów. Daje fajny, satynowy blask
- dobrze się aplikuje, nigdy nie zrobił mi plam
- aksamitna konsystencja
- twardy
- piękne, stylowe opakowanie




Deborah Maxi Terra Bronze Attraction nr 3



Deborah Maxi Terra Bronze Attraction nr 3


Deborah Maxi Terra Bronze Attraction nr 3


Deborah Maxi Terra Bronze Attraction nr 3



Puder DeborahTerra Luminature to świetny zamiennik Maxi Terry, bo różni się od MT:
 - gramaturą - MT ma 30 gram a TL ma 11 gram
- zapachem - MT pachnie delikatnie, migdałowo a TL ma wyraźny słodko - pudrowy zapach
- opakowaniem - jak widzicie pudełeczko TL nie jest tak zachwycające jak MT :-)
Trwałość, łatwość aplikacji, konsystencja identyczna jak MT. Dostępny w ośmiu kolorach, MT miała trzy kolorki. Kolor TL 8 jest odrobinkę ciemniejszy od MT 3.
Puder czasem pojawia się na all i cały czas jest dostępny na ebay'u, dlatego nie rozpaczajcie nad brakiem MT tylko szybciutko zaopatrzcie się w TL, bo to ten sam puder, tyle że w innych pudełeczkach :-)


Deborah Terra Luminature nr 8



Deborah Terra Luminature nr 8



Deborah Terra Luminature nr 8



Deborah Terra Luminature nr 8



po lewej stronie Deborah Maxi Terra Bronze Attraction nr 3
po prawej Deborah Terra Luminature nr 8



po lewej stronie Deborah Maxi Terra Bronze Attraction nr 3
po prawej Deborah Terra Luminature nr 8



i swatche:
aparat nieco przekłamał kolory - w rzeczywistości nie są tak rude tylko bardziej brązowawe, rękę celowo mocno potarłam pudrami, aby pokazać Wam podobieństwo kolorów


po lewej stronie Deborah Maxi Terra Bronze Attraction nr 3
po prawej Deborah Terra Luminature nr 8



po lewej stronie Deborah Maxi Terra Bronze Attraction nr 3
po prawej Deborah Terra Luminature nr 8


po lewej stronie Deborah Maxi Terra Bronze Attraction nr 3
po prawej Deborah Terra Luminature nr 8

środa, 24 sierpnia 2011

Szafir w błękicie.

Ależ mi się podoba ten mani ... Szybko go nie zmyję :-)



Miss Broadway Blue Sky


Miss Broadway Blue Sky


Miss Broadway Blue Sky


Miss Broadway Blue Sky


Użyłam:
- lakier Miss Broadway Blue Sky (dwie warstwy)
na palcu serdecznym:
- lakier Piazza Navona nr 20
- sypki brokat
- bezbarwny lakier Rimmel Lycra Pro 421 Clearly Clear

niedziela, 21 sierpnia 2011

Żelowe linery.



Bardzo bardzo lubię żelowe linerki, przede wszystkim za intensywność kolorów i trwałość jakich nie mają kredki czy zwykłe płynne lub mazakowe linery. I tak oto moja kolekcja żelaczków w chwili obecnej liczy sztuk sześć:
1. Maybelline Lasting Drama Eyestudio 956 Eggplant
2. Essence 03 Berlin Rocks
3. Essence 04 I Love NYC
4. Essence Sun Club Bondi Beach 02 All Night Brown
5. Elizabeth Arden Color Intrigue Bronze Pearl
6. Sleek Ink Pot 498 Dominatrix

Maybelline Lasting Drama Eyestudio 956 Eggplant  Essence 03 Berlin Rocks
Essence 04 I Love NYC


Essence Sun Club Bondi Beach 02 All Night Brown
Elizabeth Arden Color Intrigue Bronze Pearl
Sleek Ink Pot 498 Dominatrix

1. Maybelline Lasting Drama Eyestudio 956 Eggplant - ma twardawą, zbitą, żelową konsystencję, najlepiej aplikować go pędzelkiem o sztywnym włosiu ( ten dodany do linera radzi sobi idealnie ). Po nałożeniu na powiekę jakby rozpuszcza się i gładko prowadzi po skórze. Niezbyt mocno napigmentowany, dlatego czasem trzeba poprawić kreskę. Szybko wysycha, długo wytrzymuje. Ładny, buro - fioletowy kolor z masą drobniutkiego shimmera, lubię go nosić solo, na zwykłym beżowym cieniu . Bezproblemowy demakijaż. 3 gramy.
2. Essence 03 Berlin Rocks, 3. Essence 04 I Love NYC, 4. Essence Sun Club Bondi Beach 02 All Night Brown - opisuję wszystkie razem, ponieważ różnią się tylko kolorem - no cóż... linery Essence żelowych linerów nawet na oczy nie widziały... mają konsystencję masła, które kilka godzin stało w cieple, rzadką, mazistą. Szkoda wielka, bo kolory mają naprawdę fajne, błyszczące, opalizujące, pigmentacja bardzo w porządku, ale ta okropna konsystencja nie pozwala na narysowanie jednolitej kreski - prześwity i nadmiar lub brak linera w jakimś fragmencie kreski to norma. Bardzo długo wysycha, konieczne jest dwu lub trzykrotne malowanie kreski, bo nawet kiedy odczekam wieki aż toto wyschnie to i tak po podkręceniu rzęs zalotką na zalotce zostają całe płaty tychże linerów. Faktycznie wodoodporne, ale kiedy namaluję kreskę zbyt blisko wewnętrznego kącika oka, tak po godzinie mam piękne ksero na dolnej powiece.  Zdecydowanie nie jest to kosmetyk do porannych szybkich makijaży. Na pilnowanie długości kreski i poprawianie jej kilka razy trzeba zarezerwować trochę czasu... no warto się pomęczyć dla tych ślicznych kolorków, zwłaszcza w makijażach w których kreska jest równie ważna jak cienie. Trudno się zmywa. Do opakowania też się przyczepię - przecież w tym wielkim słoju możnaby ogórki zakisić! Nie wiem po co tyle szkła do takiej małej ilości kosmetyku. 3 mililitry.
5. Elizabeth Arden Color Intrigue Bronze Pearl - linrek ten miałam również w wresji Bronze - zwykły ciemny brąz i tak bardzo zakochałam się w kolorze Bronze Pearl, że brązowy poleciał w świat, czego teraz strasznie żałuję, bo czasem potrzebuję zwykłego brązu i muszę użerać się z tym masłowatym Essence... Liner EA Bronze Pearl jak widzicie to boski brązowy kolorek, niesamowicie błyszczący, solidnie napakowany shimmerkiem. Konsystencja zbita, twarda, żelowa. Pigmentacja bardzo dobra, troszkę długo wysycha, po 10-12 godzinach od nałożenia delikatnie rozcierają się brzegi kreski, ale kolor nie traci na intensywności. Aplikacja i demakijaż bezproblemowe. Zamknięty w ślicznym, malutkim słoiczku.
6. Sleek Ink Pot 498 Dominatrix - mój pierwszy żelowy linerek i absolutny faworyt. Konsystencja kremowa, trochę kojarzy mi się ze smołą wylewaną do łatania dziur w drogach :-) . Głęboki kruczoczarny kolor. Matowe wykończenie kreski. Liner nie do zdarcia - wytrzymał 16 godzinną imprezę plus dotarcie i powrót (:-D). Jaką kreskę namalujemy, taką zmywamy. Bardzo gładko rozprowadza się do powiece, idealnie się do niej przyczepia, nie ma mowy o przeświatach, krzywiznach czy innych niedoskonałościach kreski. Kolor nie blednie, kreska nie traci konturu wraz z upływem czasu. Mam go od października i nie zasechł się i nic złego się z  nnim nie dzieje, oczywiście wierzchnia warstwa odrobinkę się wysusza, ale przy każdej aplikacji nie dziubdziam pędzelkiem w jednym miejscu a zbieram liner z całej powierzchni, żeby zapobiec całkowitemu wysuszeniu. Bardzo trudno się zmywa. Zgrabny, malutki słoiczek, 4 gramy.

Swatche w różnym oświetleniu:


od lewej do prawej:
Maybelline Lasting Drama Eyestudio 956 Eggplant
 Essence 03 Berlin Rocks
Essence 04 I Love NYC
Essence Sun Club Bondi Beach 02 All Night Brown
Elizabeth Arden Color Intrigue Bronze Pearl
Sleek Ink Pot 498 Dominatrix



od lewej do prawej:
Maybelline Lasting Drama Eyestudio 956 Eggplant
 Essence 03 Berlin Rocks
Essence 04 I Love NYC
Essence Sun Club Bondi Beach 02 All Night Brown
Elizabeth Arden Color Intrigue Bronze Pearl
Sleek Ink Pot 498 Dominatrix



od lewej do prawej:
Maybelline Lasting Drama Eyestudio 956 Eggplant
 Essence 03 Berlin Rocks
Essence 04 I Love NYC
Essence Sun Club Bondi Beach 02 All Night Brown
Elizabeth Arden Color Intrigue Bronze Pearl
Sleek Ink Pot 498 Dominatrix


od lewej do prawej:
Maybelline Lasting Drama Eyestudio 956 Eggplant
 Essence 03 Berlin Rocks
Essence 04 I Love NYC
Essence Sun Club Bondi Beach 02 All Night Brown
Elizabeth Arden Color Intrigue Bronze Pearl
Sleek Ink Pot 498 Dominatrix


od lewej do prawej:
Maybelline Lasting Drama Eyestudio 956 Eggplant
 Essence 03 Berlin Rocks
Essence 04 I Love NYC
Essence Sun Club Bondi Beach 02 All Night Brown
Elizabeth Arden Color Intrigue Bronze Pearl
Sleek Ink Pot 498 Dominatrix


od lewej do prawej:
Maybelline Lasting Drama Eyestudio 956 Eggplant
 Essence 03 Berlin Rocks
Essence 04 I Love NYC



od lewej do prawej:
Essence Sun Club Bondi Beach 02 All Night Brown
Elizabeth Arden Color Intrigue Bronze Pearl
Sleek Ink Pot 498 Dominatrix

i jeszcze słoiczki z profilu ;-)




od lewej do prawej:
Maybelline
 Essence
Elizabeth Arden
Sleek

sobota, 20 sierpnia 2011

Paese, Wiosenna Mgła Pudrowa: 11 Mglisty Poranek

I pomyśleć, że gdyby nie przypadek, to nie miałabym tego cudeńka w rączkach ... A może to było przeznaczenie, że najpierw ten cudowny puderek nabyła Urszula i mi go pokazała i ja na drugi dzień po pracy sprintem po niego pobiegłam i pół godziny wpatrując się w swoją rękę zastanawiałam się który kolor wybrać i wreszcie go kupiłam i nie posiadam się ze szczęścia, bo okazał się tak fajny, że zdetronizował mój dotąd ulubiony rozświetlacz do twarzy jakim był Sally Hansen Line Smoothing Mineral Powder opisany tutaj .
Puder Paese Wiosenna Mgła Pudrowa 11 Mglisty Poranek to świetny bezdrobinkowy rozświetlacz, daje mocny efekt lśniącej tafli. Jego największa zaleta to kolor idealnie pasujący do mojej karnacji, pieknie nabłyszcza nie rozjaśniając ani nie przyciemniając skóry. Dostępny w czterech odcieniach:
11 Mglisty Poranek (najjaśniejszy)
12 Upalny Dzień
13 Romantyczny Wieczór
14 Gwiaździsta Noc (najciemniejszy)
Ostatni wariant może być stosowany jako nabłyszczający bronzer.
Puder jest bardzo miękki, ma kremową konsystencję, trzeba uważać podczas aplikacji, bo sporo nabiera się go na pędzel. Miałam go na twarzy najdłużej 7 godzin, wytrzymał idealnie. Trochę podkreśla rozszerzone pory, ma dziwny chemiczno - kwiatowy zapach, ale nie przeszkadza mi on wcale. Kosztował niecałe 16 zł, na stronie Paese dostępny za 22,90 zł, na all za ok 20 zł. Opakowanie nie ma ani lusterka ani gąbki czy pędzla, co dla mnie jest bez znaczenia, bo maluję się w dużym lustrze i nigdy nie używam aplikatorów dołączonych do kosmetyków (wyjątek stanowią pędzelki do żelowych linerów, ale o tym innym razem).



Paese Wiosenna Mgła Pudrowa 11 Mglisty Poranek



Paese Wiosenna Mgła Pudrowa 11 Mglisty Poranek


Paese Wiosenna Mgła Pudrowa 11 Mglisty Poranek



Paese Wiosenna Mgła Pudrowa 11 Mglisty Poranek




Swatche w różnym świetle




Paese Wiosenna Mgła Pudrowa 11 Mglisty Poranek


Paese Wiosenna Mgła Pudrowa 11 Mglisty Poranek



Paese Wiosenna Mgła Pudrowa 11 Mglisty Poranek



Paese Wiosenna Mgła Pudrowa 11 Mglisty Poranek